Blida się zastrzeliła, Jurek odszedł – komentatorzy byli niemal jednomyślni: jeśli to nie koniec to przynajmniej początek końca PiSu. Mylili się. Jak zawsze zresztą.

 

Dla mnie znaczący wzrost poparcia dla PiS, przy wyraźnym dołowaniu PO nie jest żadną niespodzianką. Spodziewałem się tego i tylko z poczucia niestosowności chwili nie snułem rozważań typu "kto straci a kto zyska na śmierci Blidy". Dziś, gdy możemy już skomentować fakt (sondaż dla Rzeczpospolitej) warto odpowiedzieć sobie na pytanie co się stało.


Śmierć czołowego działacza SLD i towarzysząca temu wydarzeniu kampania medialna MUSIAŁY wpłynąć pozytywnie na notowania partii, która twierdzi, że Polskę oplata sieć mafijnych powiązań. Nie oceniając czy to dobrze czy źle można ze stuprocentową pewnością stwierdzić, że Polacy do szczególnie wrażliwych narodów nie należą. Cenią sobie skuteczność i bezwzględną (morderczą – można powiedzieć) konsekwencję w realizacji założonego celu (byle cel był słuszny). Przypuszczam, że Belg czy Holender do śmierci Barbary Blidy podszedłby zupełnie inaczej niż Polak. Przyjąłby bez większych oporów twierdzenia o państwie policyjnym, o "zaszczuciu", etc. Przeciętny Polak, natomiast, na sprawę spojrzał tak: skoro przyszło ABW znaczy, że miała coś na sumieniu, skoro się zastrzeliła to znaczy to, że było tego więcej niż się ABW wydawało. I tak dalej.


Polacy wybrali PiS nie ze względu na jego program gospodarczy czy wiarę w inteligencję jego kadr. Cel jaki postawili przed PiSem w dniu gdy zatrudnili jego posłów w Sejmie był jeden: macie się wgryźć w tę mafię, która rządzi krajem jak bullterrier i nie puścić dopóki z gadziny nie wycieknie ostatnia kropla krwi. Jeśli notowania PiS  spadają znaczy to, że wyborcy nie widzą tego wgryzania się. W tragedii Barbary Blidy wyborcy dostali potwierdzenie, że jednak robota idzie tak, jak obiecywano. Zobaczyli nie tylko samo wgryzanie się ale i latające w powietrzu kawałki mięsa oraz tryskającą krew. Dodatkowo Polak jest odrobinę mściwy. I lubi patrzeć jak ten, który go niedawno okradał (przynajmniej tak Polak sądzi), dziś trzęsie się ze strachu lub tarza się po podłodze ze skutymi za plecami rękoma. Jeśli ktoś myślał, że ten widok zniechęci Polaków to najwyraźniej ma bardzo ograniczony kontakt z tzw. przeciętnym Polakiem. Za dużo czasu spędza w Brukseli czy Florencji, a zbyt rzadko zagląda do Białegostoku, Mławy czy Łodzi. Zresztą to nie pierwszy raz, gdy okazuje się, że tzw. Salon zupełnie nie "czuje" Narodu. Stąd nierozsądna, z jego punktu widzenia, akcja "Blidą wykończymy PiS".


Przy okazji warto jeszcze wspomnieć o klęsce rokoszu Jurka. Wyborcy prawicy uczą się może powoli ale z pewnością kilkanaście lat powtarzania tej samej lekcji im wystarczyło. Różnych Jurków podających na srebrnym półmisku władzę komunistom tylko dlatego, że orzeł ma koronę otwartą a nie zamkniętą i z krzyżykiem, albo dlatego, że nie udało się wpisać do jakiejś ustawy "oraz" zamiast "i" widzieli już wielu. Widzieli także opłakane skutki ich pryncypialności. Pisać dalej? Chyba nie trzeba. Właśnie dlatego za Jurkiem poszedł 1 procent wyborców (prawdopodobnie LPRowskich).


Nie wiem jak bardzo polski wyborca kieruje się w doborze popieranych partii sprawami polityki zagranicznej. Jeśli tacy wyborcy w Polsce istnieją to zamieszanie w Estonii z pewnością także PiSowi nie zaszkodziło. Pokazało ono, że lęki, hołdowanie którym często zarzuca się PiSowi, są w dużej mierze uzasadnione a konflikty dyplomatyczne (dużo ostrzejsze niż te nasze) są czymś normalnym a nie tylko polsko-kaczystowską specjalnością (co niektóre krajowe gazety wmawiały nam przez ostatnie dwa lata).


W przeciwieństwie do niektórych komentatorów uważam, że Palikot z silikonowym penisem na sondaże nie wpłynął. Gdyby zapytać 100 Polaków czy wiedzą kto to taki to 70 powiedziałoby, że nie wie a reszta odpowiedziałaby, że to ktoś, kto występuje w Tańcu z Gwiazdami.



Proszę powyższego komentarza nie traktować w kategoriach "cynizmu" ani tym bardziej jako zachęty dla władzy by umożliwiła zejście jeszcze paru osobom (im więcej krwi skorumpowanych tym wyższe notowania partii walczącej z korupcją). To po prostu próba opisu rzeczywistości i odpowiedzi na pytanie dlaczego wzrosło to, co podobno miało spaść. Rzeczywistość nie jest cyniczna, ona po prostu jest.