Człowiek na poziomie powinien umieć rozmawiać. Tej trudnej sztuki można się nauczyć. Jak? Najlepiej podglądając najlepszych. Ireneusz Krzemiński do najlepszych z pewnością należy – profesor, działacz społeczny, być może nawet autorytet (tego ostatniego nie jestem pewien, ponieważ dawno nie zaglądałem do Wyborczej).
Na łamach sobotniej (2 II 2008) Rzeczpospolitej pan Ireneusz Krzemiński rozmawia (polemika prasowa jest formą rozmowy) z Bronisławem Wildsteinem. Tekst pana profesora ("Wiatraki Wildsteina") jest odpowiedzią na wcześniejszy artykuł autorstwa byłego szefa TVP. Generalnie poszło o to, czy obecna władza jest populistyczna (jak twierdzi Wildstein), czy też nie jest (czego dowodzi Krzemiński).
Do nauki!
Wildstein napisał, że Platforma prezentuje "inteligencki populizm". Zwolennika Platformy (Krzemińskiego) okrutne te słowa zabolały tak bardzo, że postanowił dowieść Wildsteinowi jak dalece niemądre jest to, co napisał. I tu właśnie zaczyna się nasza nauka. Oto my, zwykli śmiertelnicy bez tytułu profesora i dostępu do łamów najświatlejszych gazet w kraju możemy podziwiać prawdziwą sztukę argumentacji i kunszt logicznego wywodu. Jak Krzemiński rozprawia się z wildsteinowym zarzutem? Patrzcie i uczcie się:
W pierwszej kolejności należy zakpić ("Populizm inteligencki" to, doprawdy, godna zachwytu pojęciowa wolta.) żeby czytelnik nie pomyślał przypadkiem, że rozmawiają dwie równe sobie strony. Koniecznie w tonie pobłażliwym, typowym dla relacji dorosły – dziecko. Gdy już pokażemy kto tu rządzi i jak bardzo śmiesznie mizerna jest inteligencja przeciwnika możemy rozwalcować go potęgą naszych argumentów.
Dlaczego więc Wildstein pisząc o "inteligenckim populizmie PO" bredzi? Bo ten, ten i ten punkt programu tej partii, jej hasła oraz kolejne działania są racjonalne, oparte na rzetelnej analizie danych i całkowicie wykonalne? Nie. Tak się nie dyskutuje (przynajmniej nie wśród profesorów). To byłoby zupełnie kontrproduktywne – Krzemiński powiedziałby, że tak jest, a Wildstein odpisałby, że wcale nie. Bez sensu. Można skuteczniej:
Populizm inteligencki… nie ma prawa występować w przyrodzie! Dlaczego? Ponieważ inteligenci to ludzie wykształceni i jako tacy na populizm są odporni. Skąd wiadomo, że są odporni? Bo głosowali na Platformę. A dlaczego głosowali na Platformę? Bo są odporni na populizm.
Inteligentniejsi z uczniów zaczęli się w tej chwili niespokojnie wiercić a bardziej przebojowi nawet zaczynają nieśmiało wyciągać ręce do góry żeby o coś zapytać. Tak, wiem o co chodzi i uspokajam, że pan Krzemiński też dostrzegł owo niebezpieczeństwo, które zaczęło się rysować na horyzoncie. Dlatego właśnie Krzemiński inteligencję definiuje bardzo ściśle i w sposób, który nie pozostawia żadnych wątpliwości interpretacyjnych: jest to "bardziej wykształcona część społeczeństwa". Bomba rozbrojona. Owszem, byli tacy, którzy podszywają się pod inteligencję, mają jakieś tam papierki (pewnie kupione w supermarkecie lub wydane przez uczelnię Ryzyka), może i przeczytali parę książek (ale z pewnością nie tych, które trzeba, a nawet jeśli te, to ich nie zrozumieli jak należy) i oddali głos na inne partie. Ale przecież powiedziano wyraźnie: inteligencja jest "bardziej wykształcona" i dlatego odporna na populizm, odporności dowodzi głosując tak, jak pan Krzemiński. Jeśli ktoś głosuje inaczej, jest owładnięty populizmem. Czyli jest "mniej wykształcony" i do inteligencji nie należy.
Wiem, trochę to zawiłe i można dostać od tego zadyszki płata czołowego. Dlatego nadszedł czas na żarcik. Profesor Krzemiński żartuje więc by dać publiczności chwilę na dojście do siebie: pewnie ci, którzy głosowali na PiS to, wg Wildsteina, "prawdziwa inteligencja"… Ha ha ha! A od tego to już tylko krok do "prawdziwych Polaków"… Ha ha ha! Ubaw po pachy… Ejże, nie wszyscy się śmieją? No co wy? Nie załapaliście? "Prawdziwi Polacy", Wildstein…
Gdyby nie była to Rzeczpospolita Krzemiński musiałby napisać dosadniej (np. "Wildstein, ty Żydzie!"). Na szczęście Rzepę czytają ludzie inteligentni więc można półsłówkiem. No i Wildstein leży i kwiczy.
W tym miejscu pan profesor porzuca temat populizmu (i słusznie, przecież bardzo logicznie dowiódł to, czego miał dowieść) i bierze się za inne twierdzenie Wildsteina: że oto następuje odbudowa wpływów establishmentu III RP. Więc jak – odbudowuje się czy nie? Nieważne. Nawet jeśli się odbudowuje i nawet jeśli nie jest to dobre to winnym powstania owego establishmentu w kształcie w jakim powstał jest… środowisko dzisiejszego PiS. Weźmy taką Kancelarię Prezydenta Wałęsy z obrzydliwościami typu Wachowski i Falandysz. Kto te bezeceństwa nam zafundował wg profesora? Kaczyńscy! Jak? Tego nawet Krzemiński nie próbuje opisać, ale przecież w tekście liczącym 100 zdań pomieścić wszystkiego nie sposób.
I tak już do końca tekstu – PiS jest niedobry bo "znajomi Kaczyńskich" są gorsi jakościowo od znajomych przywódców Platformy, PiS jest niedobry bo gra na ideologii narodowo-katolickiej, PiS jest niedobry bo populistycznie poruszył masy odczuwające, że nie wiedzie im się tak, jak powinno, PiS jest niedobry bo…
Właśnie dlatego Platforma jest dobra (bo PiS niedobry). I to jest główna nauka z tekstu pana profesora. Tak właśnie można najprościej i szalenie skutecznie dowieść, że coś jest pozytywne, wartościowe i godne uznania. Wystarczy pokazać, że gdzieś jest coś, niedobrego, zdecydowanie gorszego i budzącego odrazę. PO nie jest populistyczna i nieudolna, ponieważ w PiSie biją Murzynów (a pewnie i innych "nieprawdziwych Polaków" też – uważaj "niedawny przyjacielu Krzemińskiego"…).
Argumentować uczmy się od najlepszych…
Zwłaszcza, że chętnie podzielą się z nami swą wiedzą. Profesor Krzemiński ma chwilowo sporo czasu bo jak sam pisze obecnemu rządowi jedno można zarzucić: że nie korzysta z pomocy wybitnych naukowców. A przecież "na najcichszy głos zaproszenia (…) przybiegłaby większość uczonych i ekspertów, aby wspomóc PO". Przybiegłby i pan profesor. Pozostaje mieć nadzieję, że pan premier przeczytał i zadzwoni w poniedziałek z konkretną propozycją. Podatnicy z radością zapłacą za trzytomową rozprawę na temat "Bracia Kaczyńscy jako twórcy patologii III RP". Z pewnością będą to lepiej wydane pieniądze niż te, które za twórczość do szuflady inkasuje minister Pitera…